Odpoczywajcie, ładujcie akumulatory, nie odmawiajcie sobie pyszności z wielkanocnego stołu! Udanych Świąt Wielkiej Nocy!
piątek, 22 kwietnia 2011
29. Kolczyki i decoupage
Rok temu zainteresowałam się dekupażem i obiecywałam sobie, że zrobię i to, i to, i nawet tamto :) A potem nauczyłam się robić na drutach i na dekupaż nie było czasu. Minął rok i znów naszła mnie ochota na technikę serwetkową. Oto wynik wczorajszych dekupażowych zabaw:
Moje, nie oddam nikomu :)
A teraz grzecznie udaję się do kuchni, bo ciasta się same nie upieką... Pa!
środa, 20 kwietnia 2011
28. Kartki wysłane?
Czy w dobie Internetu ktoś jeszcze wysyła kartki???
Ja wysyłam, choć... już nie tyle, co dawniej. A najbardziej lubię wysyłać kartki stworzone samodzielnie.
Wczoraj zrobiłam kartkę wielkanocną. Doszłam do wniosku, że czas najwyższy, bo inaczej poczta dostarczy ją po świętach, a wtedy to musztarda po obiedzie...
Wystarczyło wziąć kartkę z bloku technicznego, gazetę, resztki koronki i rafii, przydał się też klej i taśma dwustronna. Efekt mnie zadowala :]
Kartka już w drodze, a mi pozostały robione na szybko zdjęcia.
Zoom na jajo:
I jak wrażenia :)?
sobota, 16 kwietnia 2011
27. Baby boom i stempelki.
W mojej pracy od września w ciążę zaszło pięć koleżanek! U pierwszej - chłopiec, u drugiej - chłopiec, u trzeciej - (nie zgadniecie ;)!) chłopiec, u czwartej - bliźniaki (dwóch chłopców!!), nie zdziwiłabym się, gdyby ta piąta również urodziła chłopca. Zbieg okoliczności??? ;) A może to ten jod... ;)
Podczas ostatniej wizyty w empiku doszłam do wniosku, że w takich okolicznościach dzidziusiowy zestaw stempelków jest mi wręcz niezbędny. Pobawiłam się nim trochę, tak na próbę i oto efekt:
Gdyby jednak pojawiła się jakaś dziewczynka, wystarczy zamienić tusz i będzie wersja "dziewczyńska" - jak to mówią moi uczniowie. Taki tusz też jest w moim posiadaniu.
Stempelki te nie są jednak - jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać - na jedną okazję. Jeden z nich przydał mi się, kiedy robiłam zaproszenia na przedstawienie z okazji Dnia Ziemi, które przygotowuję ze swoimi uczniami.
Ps. Dziękuję za wszystkie komentarze! Cieszę się, że do mnie zaglądacie :)
środa, 13 kwietnia 2011
26. Coraz bliżej święta... :)
Po pierwsze:
mam już biżuterię na tę okazję: to takie dwa w jednym - korale i broszka (do noszenia razem lub osobno):
Po drugie:
rzeżucha rośnie.
Pozdrawiam i... do następnego wpisu! Idę odpoczywać, bo siedzenie w komisji na egzaminie gimnazjalnym to niezwykle męczące zajęcie! Bezruch mi szkodzi... ;)
sobota, 9 kwietnia 2011
25. Na słodko - moje ostatnie odkrycie!
Moja uczennica pochwaliła się jakiś czas temu przepisem na ciasto "Pojawiam się i znikam" :) Zgadnijcie, skąd taka nazwa?
Postanowiłam spróbować. Piekłam już trzy razy, polecam!
Czarne ciasto:
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
3 żółtka
150 g roztopionego masła lub margaryny
1/2 szklanki cukru
2 łyżki kakao
Przygotowanie:
Zagnieść wszystko i wyrobić ciasto (kakao dodać na samym końcu), podzielić na dwie części i włożyć na 3 godziny do lodówki lub na 25 minut do zamrażalnika.
Biała masa serowa:
2 żółtka
5 białek
1 łyżka masła
1 szklanka cukru
4 serki waniliowe (125 g każdy)
1 łyżka mąki ziemniaczanej
Przygotowanie:
Utrzeć żółtka, masło i 3/4 szklanki cukru. Dodać serki i mąkę, a także pianę ubitą z białek i 1/4 szklanki cukru.
Utrzeć na tarce na blachę jedną część czarnego ciasta, wylać masę serową i posypać drugą potartą częścią czarnego ciasta. Piec godzinę w 180 stopniach.
Palce lizać!
Smacznego weekendu :)
czwartek, 7 kwietnia 2011
24. Znacie mowę kwiatów??
Kiedyś dostałam od Mamy kalendarz... Miałam może 10 lat. Znalazłam w nim piękne zdjęcia kwiatów i informację o tym, że kwiaty "mówią". Warto poznać mowę kwiatów, pozwoli nam ona mówić milcząc.
Fioletowa róża oznacza przyjaźń; właśnie taką zrobiłam przy pomocy szablonu, o którym pisałam ostatnio.
A jeśli już o kwiatach mowa to zobaczcie mojego walentynkowego doniczkowca. Zdjęcie jeszcze gorące:
Czy czyta mnie ktoś, kto mógłby mi powiedzieć, jak nazywa się ten kwiat??? Bo chętnie poznałabym jego nazwę.
Miłego dnia!
wtorek, 5 kwietnia 2011
23. Wstążki, wstążeczki... czyli o tym, co wczoraj i dziś.
Czy u Was też jest dziś piękny słoneczny dzień? Uwielbiam takie dni!
Mój plan na dziś był taki: praca, przesadzanie ziół, blog i inne przyjemności. Praca zaliczona, zioła też... Zostały przyjemności :)
Co do ziół - jak na razie rosną jak szalone! Pisałam Wam chyba, że pierwszego dnia wiosny bawiłam się w ogrodnika i siałam, siałam... Szałwię mam nieco dłużej, więc jest większa od pozostałych, prezentuje się tak:
Doczekała się dziś nowej doniczki. Na zdjęciu widać też bazylię, jednak żeby zasłużyć na piękną doniczkę, trzeba się trochę wybić ;) Bazylia to wie i... się wybije ;) Wczoraj posiałam jeszcze natkę pietruszki, teraz czekam na plony.
Wczoraj znalazłam również chwilę, aby pobawić się yo - yo makerem do robienia kokard (jestem nim zachwycona!) i oto efekty:
Kokard kupować w sklepie już nie zamierzam - taka ze mnie Zosia Samosia ;) Te yo - yo makery to fajne wynalazki! Został mi do rozpracowania jeszcze ten do robienia róż, w najbliższym czasie dam Wam znać, czy warto było go kupić.
Cieszcie się słońcem i zafundujcie sobie coś przyjemnego! A ja zmykam, żeby realizować resztę planu dnia :) Pa!
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
22. Drugie jajo i parapetoova... :)
Powstało drugie jajo:
Tak prezentują się razem:
Nad trzecim myślę, bo coś powstało, ale póki co efekt mnie nie zadowala...
A u Madzi parapetoova candy; ja już się zapisałam, ale Wy tego nie róbcie, bo chciałabym mieć większe szanse ;)
Ps. Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem! Miło było je czytać :)
niedziela, 3 kwietnia 2011
21. Wielkanoc wkrótce, czyli od koszuli do jajka droga niedaleka ;)
Witajcie w kwietniu - moim ulubionym miesiącu :)!
Podczas piątkowych spacerów po różnych blogach, trafiłam również tutaj. Zrobię takie jajo! - pomyślałam, bo bArdzo mi się spodobało. Nie mogłam jednak zabrać się do tego od razu, ponieważ nie miałam odpowiedniego materiału i koronki. W sobotę wybrałam się więc do pobliskiego second handu, gdzie nabyłam kilka koszul w nieprzyzwoicie niskiej cenie. Potem szybka wizyta w pasmanterii i... do domu. Wyprałam kupione koszule, a kiedy jedna z nich była już sucha, zabrałam się do pracy. Styropianowe jajo miałam w swych zapasach, w szpilki również byłam zaopatrzona (a wiecie, że do takich celów produkują szpilki o połowę krótsze niż te, których najczęściej używamy?), z koszuli wycięłam cztery identyczne kawałki materiału. Efekt mojej pracy oceńcie same/sami:
I jeszcze zbliżenie na kwiatka, którego zrobiłam przy pomocy yo - yo makera zakupionego na wystawie Kraft 2011 (świetny wynalazek ten yo - yo maker!):
I już wiem, że na tym się nie skończy, jajek będzie więcej - już dziś zabieram się za robienie kolejnych!
Miłej niedzieli, ładujcie akumulatory na cały następny tydzień :)! Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













