Dokładnie 10 lat temu pisałam maturę z polskiego. Byłam zdenerwowana do momentu, kiedy zobaczyłam tematy... Potem odetchnęłam, bo wiedziałam, że będzie dobrze. I nie pomyliłam się :) Ustnego egzaminu nie musiałam już zdawać.
Tematy przechowuję do dziś, zapisałam je 10 lat temu na chusteczce higienicznej i trzymam ją do dziś w specjalnym albumie z czasów LO. To był mój temat:
Pismo brzydkie, ale w ostatnich minutach egzaminu wpadłam na pomysł, żeby tematy przepisać. Kiedy pokazałam tę chusteczkę moim uczniom, zapytali, dlaczego nie wydrukowałam ich sobie z Internetu po powrocie do domu... :)
Potem zdawałam jeszcze pisemną łacinę, a ustnie - łacinę i angielski. Także taka językowa ta moja matura była. I choć wszystko poszło ok, bo średnią całkiem w porządku miałam, to nie chciałabym przeżywać tego raz jeszcze. Nie lubię egzaminów i już! Choć - jak się potem okazało - to była dobra rozgrzewka przed studiami, tam to się dopiero działo!
A Wy z czego zdawaliście i jak wspominacie te dni???